To już koniec...

piątek, 2.marca.2012, 01:00


Pożegnania nadszedł czas...



Blog Queen of Light powstał w lutym 2011 roku, o ile pamięć mnie nie myli, zatem funkcjonował okrągły rok. To było dwanaście miesięcy powrotu do dzieciństwa, a właściwie - sentymentu do "Sailor Moon". ;)


Jak to się zaczęło? Za sprawą Neptune. Dzięki niej zainteresowałam się ff-kami o „Sailor Moon” i zaczęłam czytać różne blogowe opowiadania. Po jakimś czasie sama postanowiłam jakieś napisać. I tak narodziła się historia „Queen of Light” – najdłuższa i jedyna, którą uważam za udaną na tym blogu. ;)


W międzyczasie napisałam jeszcze krótkie opowiadanka: „Ostatnie życzenie” i „Zaczarowane ciepło”, które powstały w wyniku pewnych impulsów i niestety straciły na wartości, gdy wena na nie mnie opuściła. Poza tym pojawiały się tu inne, pojedyncze rzeczy, o których chyba nie warto wspominać.


Dzięki temu blogowi (i nie tylko temu, ale o QofL teraz mowa) poznałam różnych ludzi. Z niektórymi z nich do dziś utrzymuję kontakt, co uważam za wartość istnienia tej strony. Miło było poznać innych fanów SM. ;)


Skoro już mowa o znajomościach, to także dzięki temu blogowi poznałam kogoś niezwykłego. Kogoś, kogo zawsze chciałam spotkać. Z tą osobą stworzyłam później bliskie relacje, które trwają do dziś i to jest dla mnie absolutnie bezcenne. ;) (Ściskam Cię ;*)


Wracając do samego bloga... W ciągu minionego roku były chwile lepsze i gorsze, ale ogólnie dobrze wspominam okres, związany z QofL. Było zabawnie, ale cóż. Wszystko się kiedyś kończy. Moja przygoda z ff-0kami też. Zamykam więc tego bloga, mając nadzieję, że dobrze się tu bawiliście przez miniony rok. ;)


Zwracam się teraz do tych, którzy liczą na to, że jeszcze kiedyś napiszę coś „sailorkowego”. Bardzo mi miło z tego powodu, ale niestety jest to bardzo mało prawdopodobne. Opowiadań na pewno już nie będzie. Ewentualnie mogę jeszcze kiedyś napisać jakieś pojedyncze epizody, ale i to tylko w okresie wakacyjnym. Podkreślam jednak, że szansa na to jest naprawdę niewielka. Mimo wszystko, dziękuję Wam. ;*


Oczywiście to, że zamykam tego bloga, nie oznacza, że znikam z tej sfery. To jeszcze nie teraz. Gdybyście więc chcieli mnie „spotkać”, to przypominam, że mam też dwa inne blogi, na które możecie zajrzeć i zagadać, kiedy tylko chcecie. ;)


Mój blog z autorskim opowiadaniem:


http://miryon.mylog.pl/


*

Mój blog refleksyjny:


http://mjas.mylog.pl/


Dobra, to by było na tyle. Nie będę więcej przedłużać. Dziękuję wszystkim, którzy odwiedzali mojego bloga. Tym, których poznałam i tych, którzy pozostali ukryci. Tym, którym się podobało i tym, którym niekoniecznie przypadło do gustu. Dziękuję, serdecznie pozdrawiam i mówię „do widzenia”. ;)


*


P.S. Wstępny termin usunięcia tego bloga ustaliłam na październik. Do tego czasu na pewno będzie on dostępny. Pozdrawiam. ;)


Neo Queen Serenity


Sayonara! ;)


Aruell



Aruell
Nastrój: ;)
Kategoria: brak kategorii
tagi: inne

Zaczarowane ciepło - Epilog

piątek, 2.marca.2012, 00:00


„Zaczarowane ciepło”



Epilog


 


Z pamiętnika Usagi Takashi


Wtorek, 23 grudnia 2013 roku


Tak. Teraz już wiesz, mój drogi pamiętniczku, jak to się zaczęło, prawda? Muszę przyznać, iż jestem szczęśliwa, że byłam wtedy taką niezdarą. Dzięki temu poznałam Diamanda, mojego męża. To on mnie zmienił. To dzięki niemu czuję się teraz inna, jakby lepsza. To dzięki niemu czuję, że żyję.


Po tym, jak się wtedy zeszliśmy, spędziliśmy ze sobą wiele miłych chwil. Po krótkim rozstaniu na święta, poszliśmy razem na sylwestra do klubu Safira i bawiliśmy się naprawdę znakomicie! Nie w głowie mi już wielkie bale w pałacach. Diamand miał rację. Lepiej bawić się wśród fajnych ludzi, w urokliwym klubie, niż zgrywać arystokratów na wielkich ucztach.


Przy okazji, napiszę ci coś dobrego. Kiedy wracaliśmy z sylwestra, spotkaliśmy Mamoru i Michiru. Oni również opuścili już salę balową. Gdybyś widział, mój pamiętniczku, ich minę, kiedy zobaczyli nas upojonych, roześmianych, całujących się co chwila i przede wszystkim szczęśliwych... Mamoru przecierał oczy ze zdumienia, a Michiru zaciskała usta z zazdrości i złości, patrząc na Diamanda. Pewnie mój kochany mąż jej się spodobał. No i nic dziwnego. Oboje z Di zauważyliśmy, że byli poirytowani i kłócili się po wyjściu z tamtego budynku. Wygląda na to, że wielki bal okazał się klapą. Widać tak miało być i jakoś niespecjalnie mi ich żal. ;P


W Nowym Roku Safir zaręczył się z Petz. Bardzo mnie to ucieszyło, bo już wtedy go lubiłam. Do dziś przyjaźnię się z nim i jego narzeczoną. Tak się złożyło, że ja i Di pobraliśmy się szybciej od nich. Jesteś ciekawy, kiedy się zaręczyliśmy? W czerwcu, nad morzem. Nigdy nie zapomnę tego wspaniałego dnia, a raczej wieczoru...


Pytasz co u moich znajomych? Ami wyszła za Taikiego i mieszka z nim dalej w Niemczech. Rzadko ze sobą rozmawiamy. Odległość niestety swoje robi. Staramy się jednak utrzymać jakiś kontakt.


Minako mieszka nadal w Tokio. Widujemy się niemal codziennie. Razem przechodzimy przez dobre i złe dni tak samo, jak dawniej. Ucieszyła się, gdy ja i Di zdecydowaliśmy się być razem i oczywiście nie omieszkała powiedzieć mi „a nie mówiłam”. Była moim świadkiem na ślubie.


A kiedy był ślub? W grudniu. Tego dnia, kiedy pierwszy raz się spotkaliśmy z  Diamandem. Romantycznie, prawda? Można też powiedzieć, że śmiesznie, ale nie obchodzi mnie to. Jestem szczęśliwa. ;)


To chyba wszystko, co chciałam ci napisać, zanim postawię przysłowiową „kropkę” na końcu twych stronic. Ach, jeszcze tylko jedna sprawa...


Pamiętasz to opowiadanie? Pierwotnie nosiło tytuł „Zaczarowany Księżyc” i opowiadało historię Serenity oraz Endymiona. Wspominałam ci chyba jednak, że właściwie pozmieniałam w nim wszystko. Tak było w istocie. Ostatecznie bowiem opowieść była o miłości Serenity i Diamanda, który wkroczył do jej życia, niczym huragan i odmienił jej los na zawsze. Tak, wiem niezbyt to oryginalne, ale za to sprawia, że robi się cieplej na sercu, że zapominasz o całym świecie. I to cenię w tym opowiadaniu. Z tego też powodu zmieniłam jego tytuł na „Zaczarowane ciepło” i nawet jeśli mi nie uwierzysz, to napiszę ci, że je wydałam. Tak, jak sugerował mój mąż. I pomyśleć, że wtedy się z niego śmiałam. To oczywiście nic wielkiego, ale zawsze to jakiś początek, prawda?


Pora się pożegnać. Zanim cię zamknę, wiedz, że ten rok nauczył mnie czegoś, w co kiedyś nie wierzyłam. Jesteś ciekaw, co to jest? To przeznaczenie.


Koniec


Usagi



Aruell
Nastrój: wesoły^^
Kategoria: brak kategorii

Zaczarowane ciepło - Rozdział 20-ost.

czwartek, 1.marca.2012, 00:00


„Zaczarowane ciepło”



Rozdział 20


„Zew przeznaczenia”


Wtorek, 19 grudnia 2012 roku, Tokio – dom Usagi, popołudnie


Tego dnia wielu Japończyków zastanawiało się, czy to naprawdę zima. Jak na środek grudnia było wyjątkowo ciepło, bo ponad pięć stopni Celsjusza. Słońce świeciło cały dzień i stopiło resztki śniegu, które zalegały na trawnikach. Większość z nich nie narzekała na tę odrobinkę wiosny w sercu zimy, zwłaszcza, iż wiadomo było, że niedługo znów wrócą mrozy i śnieg, a do prawdziwego ciepła jeszcze daleko. Niektórzy jednak klęli na odwilż i woleliby normalną, zimową pogodę.


Usagi zaliczała się do tych pierwszych i uśmiechnęła się rano do Słońca. Obiecała sobie spacer, jak tylko wróci z uczelni i tak też zrobiła. Teraz, kiedy rozebrała się w swoim mieszkanku, miała zamiar zaparzyć gorącą herbatę i poczytać nową książkę, którą wypatrzyła kilka dni temu w księgarni i od razu kupiła.


Gdy już miała zabrać się za czytanie, z kubkiem w ręce, rozdzwonił się jej telefon. Zdziwiła się, kto to może być o tej porze. Rodzice telefonowali przecież wieczorami. Pomyślała o Minako i sięgnęła po komórkę z uśmiechem. Jakież było jej zdumienie, gdy na ekranie wyświetliło jej się – „Diamand Takashi”...


-        Usagi-chan... – urwał, gdyż zupełnie niespodziewanie odebrało mu mowę.


-        Diamandzie, dlaczego dzwonisz? – próbowała mówić opanowanym, chłodnym głosem.


-        Miałem cię powiadomić o terminie badań, pamiętasz? – Diamand postanowił skupić się na tym wątku. – Rozmawiałem wczoraj z profesorem Itachi’m i uzgodniliśmy, że odbędą się one w nowym roku. Miały być wcześniej, za kilka dni, ale profesor zadzwonił, że niestety ten termin już mu nie pasuje.


-        Rozumiem. Podaj mi dokładną datę, godzinę i miejsce. Zapiszę sobie...


-        Usagi-chan. Jeśli to nie problem, wolałbym dać ci to osobiście... – głos mu nieznacznie zadrżał, ale usłyszała to.


-        Po co?


-        Musimy porozmawiać.


Usagi długo milczała. Walczyła ze sobą, by nie powiedzieć mu, jak bardzo tęskni i chce go zobaczyć. Chciała odłożyć spotkanie na później, ale nie była w stanie. Pragnienie zobaczenia go już dzisiaj było silniejsze.


-        Masz rację, musimy...


***


Rainbow Bridge, godzina 17:00


Usagi kroczyła ścieżką jednego z najbardziej znanych mostów w Tokio i rozmyślała, patrząc na miliony świateł, migoczących w oddali i Księżyc, który odbijał się w lekko falującej wodzie. Sama nie wiedziała, dlaczego wybrała to miejsce na spotkanie. Może dlatego, że bardzo je lubiła. Nagle zamarła, słysząc znajomy, niski głos.


-        Usagi...


Gdy się odwróciła, stał blisko niej. Za blisko. Cofnęła się, nieco spłoszona, ale zanim zdążyła się odezwać, chwycił ją za rękę. Najpierw mocno, potem delikatnie. Spojrzała w jego fioletowe oczy, które lśniły w blasku latarń i przełknęła ślinę.


-     Puść mnie, Di-chan... – jęknęła, czując, że za chwilę pragnienie tego mężczyzny zwycięży nad rozsądkiem.


-        Przepraszam, Usa-chan. Przepraszam za wszystko – rzekł cicho, z wyraźnym przejęciem. – Zapomnij o tym, co wtedy powiedziałem... – dodał, a gdy ona zrobiła oczy szerokie jak talerze, ze zdumienia, objął ją i przytulił lekko.


Zadrżała, gdy otoczyły ją jego silne ramiona i poczuła gorący oddech na szyi. Broniła się dość długo, ale w końcu zacisnęła pięści na jego płaszczu, a oczy jej zwilgotniały. Nie chciała, by ją puścił. Chciała tak zostać do końca życia i czuć jego ciepło.


-        Di-chan.. Proszę...


-        Nie puszczę cię. Nie chcę. Chcę być z tobą...


-        Co? – odsunęła się i spojrzała mu w oczy.


-     W czasie tej rozłąki, zrozumiałem, co naprawdę do ciebie czuję i czego naprawdę chcę. Byłem głupcem, Usa-chan. Jednak jeśli mi pozwolisz, chciałbym zacząć od nowa. Tak, jak powinno być... – musnął dłonią jej policzek.


-        A-Ale... – Usagi nie wiedziała, co powiedzieć.


Blondynka była zaskoczona, a palący wzrok Diamanda powodował rumieńce na twarzy. Serce niebezpiecznie jej przyspieszyło. Przełknęła ślinę, gdy uniósł jej podbródek i znów ujrzała ten magnetyczny fiolet.


-        Usa-chan... Kocham cię.


Usagi otworzyła usta z wrażenia i stała, jak wryta, słysząc echo tych słów w swej głowie. Nie była w stanie mówić, więc wykorzystał ten moment, by ją pocałować. Gdy poczuła jego wargi na swoich ustach, a potem ten niesamowity żar w piersi, zaczęła drżeć. Jakże za tym tęskniła.


-        Di-chan... – wyjąkała. – Mówisz poważnie?


-      Tak. Jesteś pierwsza kobietą, która skradła moje serce, więc byłem trochę zagubiony. Wystraszyłem się tego. Ale wiem, że nie mogę pozwolić ci odejść. Nie mogę cię tak łatwo stracić. Chcę być z tobą i przekonać się, czy to jest to uczucie, które zdarza się tylko raz w życiu. Zgadzasz się?


-        Di-chan... – rzekła, roniąc łzy. – Nawet, gdybym chciała się nie zgodzić, to nie potrafię...


Zarzuciła mu ręce na szyję i pocałowała znienacka. Serce Diamanda przyspieszyło niesamowicie.


-        Tak bardzo cię kocham... – szepnęła mu na ucho, obejmując go. – Tęskniłam.


-        Ja również, Usa-chan...


Dalsza rozmowa nie miała sensu. Zatonęli w swoich oczach, całując się do utraty tchu i zupełnie ignorowali różne reakcje przechodniów.


***


Mieszkanie Usagi, noc


Gdu Usagi wyszła z łazienki w samym szlafroczku, gwałtownie spąsowiała na widok Diamanda na jej łóżku, czytającego namiętnie jej zeszyt z opowiadaniem.


-        Co robisz?!


-        O, Usa-chan, już skończyłaś? – spytał rozbawiony jej miną.


-        Di-chan!


-       No co? Chciałem tylko dokończyć to, co zacząłem czytać jakiś czas temu – puścił jej oczko, a ona wyszarpnęła mu zeszyt z ręki.


-        Mogłeś spytać o zgodę – bąknęła.


-       To już nieważne. Skończyłem czytać – odparł. – Poza tym to jest o nas, prawda? Jak mógłbym nie znać tej historii?


-        Hej! – chciała go trzepnąć, ale złapał jej rękę i pociągnął ku sobie.


Wylądowała na jego piersi i westchnęła, czując jego drugą dłoń na swoich plecach. Pocałował jej szyję, potem usta, a na koniec skubnął wargami jej ucho.


-        Nie denerwuj się tak, kotku – szepnął zmysłowo. – Podoba mi się to opowiadanie. Powinnaś je wydać.


-        Przestań...


-        Mówię serio – rzekł i zsunął jej szlafrok z ramion.


-        Zastanowię się – mruknęła i pocałowała go.


Szybko się odnaleźli i dali upust swej namiętności. Nie mogli się sobą nasycić do samego świtu. A gdy pierwsze promienie Słońca oświetliły ich twarze, spojrzeli na siebie jakby zdziwieni, że noc już się skończyła.


-        Chyba straciliśmy poczucie czasu, Usa-chan...


-        Żałujesz?


-        Skądże, ale zaraz będę musiał iśc do pracy... – westchnął ciężko.


-        Ja dziś nie idę na uczelnię...


-        Wagarujesz? – zakpił.


-       Obawiam się, że poziom mojej koncentracji dzisiejszego dnia uniemożliwi mi jakąkolwiek naukę, więc tak. Wagaruję – zaśmiała się.


-        To może ja też wezmę sobie wolne na jeden dzień? – zastanawiał się głośno.


-        Ale przecież...


-        Ok., postanowione. Idę zadzwonić do kliniki, a ty pomyśl, co byś chciała dziś robić.


-        Och, Di. Tego jest tak koszmarnie dużo, że zabraknie nam dnia! – bąknęła, a on się zaśmiał i ujął jej podbródek.


-      Spokojnie, Usa-chan. Zrobimy wszystko po kolei – rzekł i pocałował ją. - Nie ma pośpiechu. Mamy przecież dużo czasu...


-        Masz na myśli wieczność? – zażartowała.


-        Możliwe...


SM

Aruell
Nastrój: wesoły^^
Kategoria: brak kategorii

Queen of Light - Epilog

środa, 29.lutego.2012, 00:00



Epilog


17 czerwca 3022 roku, Ziemia – Kryształowe Tokio, popołudnie


Do prywatnej komnaty Neo Queen Serenity wszedł z impetem podekscytowany King Erlan. Złotowłosa kobieta spojrzała na zasapanego i zdenerwowanego męża ze zdumieniem.


-        Co się stało kochanie?


-        Ona... On się z nim... – Nie mogło mu to przejść przez gardło. – Całują się, cholera! I to publicznie przed całą służbą i strażą!


-        Aaa, o to ci chodzi – zaśmiała się serdecznie. – Od kiedy to zawstydzają cię takie rzeczy?


-        Ale to przecież...


-        Ach tak? Więc tobie wolno, a jej nie? – Królowa była rozbawiona do łez.


-        Króliczku...


-        Och, kochanie. Nasza mała Sereya już nie jest dzieckiem. Jest dorosła, więc może całować się z kim i gdzie zechce.


-        Ale... – Seiya się zarumienił.


-        Oj, widzę, że tatuś jest bardzo zazdrosny o swoją małą córunię – zachichotała i wyszła na taras.


Seiya parsknął coś pod nosem, po czym poszedł za nią. Od razu zobaczył, że jego żona na coś patrzy. Podążył wzrokiem za jej spojrzeniem i znów się skrzywił. W ogrodzie, który był stąd doskonale widoczny, stała ich córka z mężczyzną, który burzył krew króla od kilku miesięcy.


-        Spójrz tylko na nią, czy nie jest piękna? – westchnęła Serenity.


-        Oczywiście. Mając takich rodziców, nie mogło być inaczej – bąknął.


Księżniczka Sereya miała seksowną sylwetkę, długie srebrzyste włosy, zaczesane dokładnie tak, jak u królowej oraz duże, kocie i ciemnoniebieskie oczy po tacie. Jej królewska, biała suknia idealnie podkreślała jej walory, a złoty półksiężyc lśnił w promieniach Słońca.


-        Ehh, moja mała córeczka niedługo mnie opuści... – westchnął ciężko. – I zabierze mi ją akurat on...


-        O, czyżbyś miał coś do Hamiona? To przystojny, silny mężczyzna i dobry człowiek. No i jest księciem – podpuszczała męża Serenity.


-        Owszem, tylko, że on jest synem Endymiona i Hamiyi. Wiesz, że nigdy ich nie lubiłem.


-        Oczywiście, że wiem. Ale chyba niedługo będziesz musiał to zmienić – zachichotała. – Wkrótce mogą zostać teściami naszej córki.


Seiya znów westchnął ciężko, a Serenity obróciła go ku sobie. Pogładziła go czule po policzku i pocałowała. Potem wtuliła się w jego silne ramiona, rumieniąc się, jakby pobrali się dopiero wczoraj.


-        Wiesz, są też dobre strony tej sytuacji...


-        Jakie?


-        Będziemy mieli więcej czasu dla siebie – mruknęła, pieszcząc go delikatnie.


-        Hmmm. Słuszna uwaga – odparł i przyciągnął ją gwałtownie do siebie. – To co, kochanie? Uciekniemy gdzieś tej nocy? - spytał i złożył na jej ustach namiętny pocałunek.


-        Niezła myśl - uśmiechnęła się do męża. - Ucieknijmy stąd. Tam, gdzie nikt nas nie znajdzie...


Koniec


Queen of Light

Aruell
Nastrój: wesoły^^
Kategoria: brak kategorii

Queen of Light - Rozdział 62-ost.

wtorek, 28.lutego.2012, 00:00



Rozdział 62


3 czerwca 2999 roku, Ziemia – Hawaje (prywatna wyspa), wieczór


Usagi spacerowała brzegiem morza. Chętnie zanurzała stopy w białym piasku i ciepłej, lazurowej wodzie. Pozwalała, by wiatr rozwiewał jej włosy i lekką, chabrową sukienkę. Na jej twarzy gościł ciepły uśmiech osoby spełnionej i szczęśliwej, a oczy błyszczały w zachodzącym Słońcu. Nagle zatrzymała się na środku zupełnie pustej plaży i uniosła lewą dłoń. Wpatrywała się długo w piękny pierścionek zaręczynowy i złotą obrączkę, tuż przy nim, a potem wspominała chwilę w której Seiya włożył złoty krążek na jej serdeczny palec.




2 dni wcześniej, południe


W przepięknej świątyni stał prawdziwy tłum, nie mówiąc już o tym, co działo się poza budynkiem. Cała armia kamerzystów filmowała ołtarz ze wszystkich stron. Wszyscy niecierpliwie czekali na ślub.


W pierwszym rzędzie zaś stali goście honorowi państwa młodych: Ami i rycerz Taiki, Rei i Satoru, Makoto i Hiro, Minako i drugi rycerz – Yaten. Zaraz obok nich znajdowały się Michiru z Haruka i Setsuna z Hotaru. Wszyscy oni z uśmiechem przyglądali się swoim bliskim, którzy patrzyli sobie w oczy, przed ołtarzem.


W równoległej ławce stała Księżniczka Kakyuu z mężem, którzy przyjechali na specjalne zaproszenie oraz ich córka – Kirayuu, która nie kryła wzruszenia i co chwila ocierała pojedyncze łezki chusteczką. Obok nich znajdowali się Endymion i Hamiya. Oboje uśmiechnięci, choć Endymion miał dość zagadkowe spojrzenie, jakby wypełnione jakąś dziwną tęsknotą. Jego partnerka nie zwracała jednak na to uwagi, a przynajmniej się starała. Na końcu ławki stała Saria ze swoimi generałami w odświętnych strojach.


Kiedy ogłoszono, że czas na śluby młodej pary, w świątyni zapadła śmiertelna cisza, pełna zniecierpliwienia i ciekawości. Risell, która prowadziła ceremonię, uśmiechnęła się do Seiyi i Usagi, którym ręce drżały z nerwów. Oni zaś spojrzeli sobie w oczy, szukając w nich ukojenia, a potem złożyli sobie przysięgę małżeńską. Bezbłędnie, z klasą. Usagi miała łzy wzruszenia w oczach, gdy przystojny brunet wsunął jej obrączkę na serdeczny palec lewej ręki i uśmiechnął się do niej szeroko, kiedy ona uczyniła to samo.


Po ślubie musieli przyjąć setki gratulacji od wszystkich gości. Gdy więc udało im się odizolować od gości na godzinę przed wielkim, królewskim weselem, postanowili dobrze wykorzystać ten czas.


-        A więc jesteśmy już mężem i żoną – mruknęła gładząc jego nagi tors. – To takie nierzeczywiste...


-        Też mam takie wrażenie, Króliczku – odparł całując jej czoło.


-        Wiesz, że jesteś teraz królem? – spojrzała mu zalotnie w oczy.


-        Wiem, ale ważniejsze, że teraz mam ciebie tylko dla siebie.


-        O? Taki jesteś pewny siebie? – zaśmiała się.


-        A co, zamierzasz mnie zdradzać? – uniósł znacząco brwi.


-        Może...


-        Osz ty! – zaśmiał się i jednym ruchem przygniótł ją do łóżka. – Nie pozwolę ci na to.


-        A co mi zrobisz?


-       Dam, ci taką rozkosz, że nie będziesz chciała innego – rzekł zmysłowo i odebrał jej oddech namiętnym pocałunkiem.


-        Och, Seiya...



Obecnie


Usagi zarumieniła się i uśmiechnęła do swoich myśli. Usiadła na piasku i wpatrywała się w lśniące fale oraz pomarańczowo-różowe niebo, po którym snuło się ku zachodowi złote słońce. Na samo wspomnienie tamtych upojnych chwil, robiło jej się gorąco.


Potem pomyślała o weselu, na którym wybawiła się za wszystkie czasy. Seiya nie tylko świetnie śpiewał, miał też dryg do tańca i nie pozwalał gościom zbyt długo wykradać mu żonę. Zaśmiała się, przypominając go sobie. Dziewczęta i pozostali goście również doskonale się bawili. Choć nie wszyscy.


Usagi wiedziała, że Endymion, choć w pełni cieszył się balem u boku Hamiyi i poświęcał jej bardzo dużo uwagi, to na nią, dawną ukochaną, patrzył tęsknym wzrokiem. Serenity wierzyła jednak, że znajdzie on z Hamiyą szczęście, które oboje utracili w pierwotnych czasach.


Gorzej rzecz się miała z innym gościem, który trzymał się na uboczu, ignorując zaloty innych. Tą osobą była Saria, piękna kobieta o białych włosach i fioletowych, kocich oczach. Usagi westchnęła, przypominając sobie ich pożegnanie.



Dzień wcześniej, noc


Neo Queen Serenity była sama na wielkim tarasie i przyglądała się gwiazdom oraz Księżycowi. Jej mąż poszedł załatwić kilka spraw formalnych przed ich wyjazdem na miesiąc miodowy, więc miała chwilę dla siebie. Postanowiła właśnie udać się na spacer, kiedy ktoś poprosił o audiencję. Była to Saria. Serenity poleciła wpuścić ją do jej komnat i wkrótce potem spotkały się na tym tarasie.


Królowa uśmiechnęła się do niej ciepło, gdy Saria się jej skłoniła, a potem wpatrywała w jej oczy ze smutkiem. Milczały długo, aż w końcu Serenity podeszła do balustrady i spojrzała na nią łagodnie.


-        Wyjeżdżasz dzisiaj?


-        Tak, pani.


-        Daj spokój z uprzejmościami, Sario – urwała. – A może powinnam raczej powiedzieć - „Diamandzie”?


Kobieta zastygła w bezruchu i popatrzyła na królową zaskoczonymi oczami, rumieniąc się nieznacznie, a potem szybko odwracając wzrok. Serenity się zaśmiała.


-        Wiedziałaś od początku, prawda?


-       Tak, choć trudno mi to wyjasnić – odparła złotowłosa. – Nie wiem, jak to się stało, ale wiem, że choć wyglądasz, jak kobieta, to masz męską duszę. I to nie byle jaką, a samego Księcia Diamanda.


-      Też nie wiem, jak to się stało. Odrodziłem się w kobiecym ciele, ale uświadomiłem sobie, kim naprawdę jestem dopiero wtedy, gdy zobaczyłem po raz pierwszy twój hologram. Wszystko mi się wtedy poprzewracało, Serenity.


-        Może lepiej dla ciebie, gdybyś nie pamiętał swej męskiej przeszłości?


-       Na pewno. Wciąż cię kocham całym sercem, ale wiem, że jako kobieta nie mam żadnych szans – rzekła Saria. – Może nieprzypadkowo tak się stało? Może Seiya i Endymion mieli nie mieć więcej konkurencji.


Serenity się zaśmiała, po czym spojrzała na Sarię poważnie, czując intuicyjnie, że ma ona do niej jakąś prośbę.


-        Słucham. O co chcesz prosić?


-        Wymarz mi wspomnienia o Diamandzie. Chcę znów być tyko Sarią...


-        Jesteś pewny? – zdziwiła się.


-        Tak. Jestem.


-        Dobrze. Skoro takie jest twoje życzenie...


Serenity podeszła do niej i objęła ją ramionami. Saria zadżała i ochoczo wtuliła się w nią.


-       Dziękuję za wszystko, Diamandzie – rzekła Serenity, a potem jasne światło otoczyło ciało Sarii. – Żegnaj...


Gdy blask zniknął Saria patrzyła na nią ze zdumieniem i zdezorientowaniem. Podrapała się w głowę.


-        Wasza Wysokość, co ja tu robię?


-        Przyszłaś się ze mną pożegnać – odparła spokojnie.


-        A racja! Przepraszam, chyba jestem zmęczona.


-        Nie ma sprawy, Sario...



Obecnie


„I pojechała” – pomyślała Usagi, patrząc w niebo. Saria wróciła na Nemezis ze swoimi generałami, nie pamiętając już o swej przeszłości i poprzednim wcieleniu, które kochało Serenity.


Złotowłosa odpędziła ten nostalgiczny nastrój, który ją dopadał, a potem pomyślała o Minako i Ami, które wraz z Taikim i Yatenem poleciały na Kinmoku, wraz z Kakyuu, Kirayuu i Risell. Ona i Seiya obiecali ich odwiedzić po miesiącu miodowym. Pozostałe dziewczęta szybko znalazły sobie miejsce i zajęcie w nowym świecie, więc nie musiała się martwić, że się bez niej zanudzą na śmierć. Uśmiechnęła się do siebie. „Wszystko się zaczyna układać, nasza nowa przyszłość już się zaczęła” – pomyślała i wówczas usłyszała znajomy głos:


-        Króliczku! – krzyczał Seiya, idąc w jej stronę i machając do niej ręką. – Gdzieś ty mi uciekła!


-        Poszłam tylko na spacer – odparła wesoło, wstając i rzucając mu się na szyję.


Seiya zaśmiał się, podniósł ją i zakręcił dookoła siebie. Gdy ją postawił, od razu pocałował, wywołując rumieńce na jej policzkach.


-        O czym tak myślałaś?


-        O niczym ważnym – zachichotała, wtulając się w niego.


-        Kłamiesz, droga żono.


-        Niech ci będzie, drogi mężu.


-      Wracajmy. Kucharze przygotowali dla nas wspaniałą ucztę na plaży, przed naszym apartamentem. Zaprosiłem nawet tutejszy zespół muzyczny.


-        A będzie lemoniada z lodem i truskawki?


-        Co tylko zechcesz, Króliczku – zaśmiał się i pogładził ją po policzku.


-        To idziemy – odparła wesoło, chwytając jego dłoń.


Poszli z powrotem, trzymając się za ręce. Wdychali morskie powietrze, opierając się wiatrowi i kontemplując tę ulotną chwilę. Skąpani w promieniach zachodzącego Słońca, marzyli o wspólnej przyszłości i snuli śmiałe plany.


Usagi&Seiya

Aruell
Nastrój: wesoły^^
Kategoria: brak kategorii